Naruszenie rozejmu? Pjongjang zareagował na zarzuty Seulu
– Naruszenie porozumienia o rozejmie jest oczywiste. Ponieważ odpowiedzialność spoczywa na Korei Północnej, podejmiemy odpowiednie kroki. Dysponujemy niezbędnymi planami i będziemy wdrażać je etapami – powiedział minister obrony podczas wystąpienia przed parlamentarną komisją obrony po eksplozji miny, która raniła kilku żołnierzy.
Przypomnijmy, że formalnie oba państwa znajdują się w stanie wojny, jednak od 1953 roku obowiązuje rozejm. Strefa Zdemilitaryzowana między tymi państwami należy do najbardziej zaminowanych obszarów na świecie.
Generał broni Kang Hjun Wii, przedstawiciel Kolegium Połączonych Sztabów w Seulu, wezwał Pjongjang do "zaprzestania działań, które nasilają napięcia na Półwyspie Koreańskim". – Domagamy się od Północy przeprosin i podjęcia odpowiedzialnych działań – powiedział. Dodał, że Korea Północna "ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie skutki", które mogą wyniknąć z jej działań przy granicy.
Korea Północna zaprzecza zarzutom Korei Południowej
Tymczasem Kim Jo Dzong, siostra tamtejszego dyktatora Kim Dzong Una twierdzi, że władze południowokoreańskie usiłują wykorzystać wybuch miny do prowokacji przeciwko Korei Północnej.
Jej zdaniem cała sytuacja to "nędzne widowisko, w którym żołnierze z Południa nadepnęli na minę nieznanego pochodzenia, wywołując eksplozję, a teraz bezpodstawnie rzucają oskarżenia".
– Zbrojni gangsterzy z Południa preparują teraz bezpodstawne wyniki dochodzenia i usprawiedliwiają swoje postępowanie w celu przeprowadzenia politycznych i wojskowych prowokacji przeciwko nam – oceniła siostra Kim Dzong Una, cytowana przez państwową agencję prasową Korei Północnej.
Siostra Kim Dzong Una wspomniała również o obecności oddziałów północnokoreańskich przy linii demarkacyjnej. Przekonywała, że "umacnianie granicy to suwerenne prawo państwa". Zagroziła też, że jeżeli żołnierze z Południa zaczną strzelać do wojskowych z Północy, to nastąpi "bezlitosny atak odwetowy".
Wybuch miny w strefie zdemilitaryzowanej
Zdarzenie miało miejsce 21 września w odległości około 10 metrów na południe od linii demarkacyjnej na granicy między obiema Koreami. W wyniku wybuchu miny rannych zostało trzech żołnierzy z Południa. Seul prowadzi śledztwo. We wtorek tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych przekazało, co na razie ustalono.
Jak podaje strona południowokoreańska poszkodowani wojskowi należeli do liczącej 18 osób jednostki wojskowej skierowanej do zwiadu w związku z podejrzeniem minowania terenu przez Koreę Północną.
Szef resortu obrony potwierdził, że ciężkie obrażenia odniosło dwóch południowokoreańskich żołnierzy, a jeden został lekko ranny. Przedstawione w poniedziałek wstępne wyniki wspólnego dochodzenia południowokoreańskiego wojska i Dowództwa ONZ (UNC) wskazują, że "najbardziej prawdopodobną" przyczyną zdarzenia były północnokoreańskie miny przeciwpiechotne z tworzywa sztucznego.
Wiceprzewodniczący Połączonego Kolegium Szefów Sztabów (JCS) gen. Kwon De Won poinformował, że analiza zabezpieczonych na miejscu fragmentów wykazała obecność trotylu (TNT) i tworzywa sztucznego, co odpowiada charakterystyce min używanych przez Pjongjang. Ładunki miały zostać umieszczone celowo, prawdopodobnie w ramach prowadzonych przez Północ prac fortyfikacyjnych, a nie zostały zniesione przez wodę na południową stronę granicy w wyniku ulew w sezonie deszczowym. We wtorek JCS przekazało, że podczas przeprowadzonych tego dnia oględzin miejsca zdarzenia odnaleziono kolejną północnokoreańską minę z tworzywa sztucznego.
Mina, która prawdopodobnie spowodowała wybuch została podłożona nieco ponad rok temu – twierdzi południowokoreańskie kolegium połączonych szefów sztabów, którego stanowisko cytuje agencja Reutera.